Witaj !
Z czym wam się kojarzy wiosna? Mi najbardziej oczywiście z wiosennymi sukienkami :) Przygotowałam więc cztery propozycje ciekawych sukienek, które sprawdzą się idealnie na nadchodzącą wiosnę jak również i lato :)



Propozycja pierwsza i jednocześnie mój faworyt. Połączenie soczystych czerwieni, błękitu i kwiatów. Na wiosnę jak i na letnie dni <3



Propozycja numer dwa - moje ukochane koronki w połączeniu z beżem <3 Idealnie na dzień jak i na imprezę ;)



Propozycja numer trzy - najmodniejszy w tym sezonie kolor niebieski <3 Czerwone kwiaty nadają całości kontrast i charakter :)



Propozycja numer cztery - delikatnie i wiosennie. Któż z nas nie lubi delikatnego koloru pastelowej mięty? <3

First Dress: Romwe; Secont Dress: Romwe; Third Dress: Romwe; Fourth Dress: Romwe

Nie jestem jakąś wielką maniaczką zakupów. Nie potrzebuje ciągle mieć czegoś nowego, czegoś super modnego. Raczej od czau do czasu nachodzi mnie tzw. głód ubraniowy. To taki stan, kiedy po prostu czuję, że nagle potrzebuję koniecznie coś sobie kupić. Jakąś konkretną rzecz. Nowe spodnie, nowe buty czy torebkę.
No właśnie. Torebkę. Ostatniego czasu odczułam głód nowej torebki. Poprzedni egzemplarz kupiłam chyba nie cały rok temu i niestety, ale zdążył po kilku miesiącach się zepsuć. Tak więc zdecydowałam, że potrzeba mi koniecznie nowej torebki.




Kilka wizyt w galerii i nic. Za drogie, po prostu za drogie, brzydkie i beznadziejne. A jak już znalazł się egzemplarz, który wpadł mi w oko - cena 150 zł. Dziękuję, wytrzymam bez torebki.
Ale jednak. Przeglądając stronę answear.com napotkałam na całkiem fajny model marki Mango, w dość przystępnej cenie - 99 zł. Akurat dzień później miałam szansę bycia w galerii i wstąpienia do stacjonarnego sklepu. Jakie było moje zdziwienie, gdy cena w sklepie wynosiła nie 99 zł a 79 zł. Ba, przeceniona ze 189 zł!




Bardziej zdziwił mnie pewien inny aspekt torebki. Miała kompletnie inny kolor w rzeczywistości, niż na zdjęciach. W wersji elektronicznej jej kolor był bardziej beżowy, wpadający w odcień hmm... żółty? W rzeczywistości to był przybrudzony pudrowy róż. Wiem, ciężko to opisać, fakt faktem - kolor różnił się znacznie. Bardzo. Kolosalnie. 



Jak widać - mi to nie przeszkadzało. W rzeczywistości kolor wyglądał - jak dla mnie - ciekawiej. Kilka chwil zastanowienia. No dobra, raz kozie śmierć.
Użytkuję ją już miesiąc. Bardzo fajnie się prezentuje, a przede wszystkim - jest niezwykle pojemna. A to sobie cenię. Pojemność. Taka torebka, by wyglądała zgrabnie a można było do niej naładować ile dusza zapragnie. 


Co do jakości, wyglądowo póki co jest ok. Dokładnie obejrzałam wszelkie szycia, jest nienagannie. Ale. Zobaczymy jak długo. Z firmy Mango posiadałam jak na razie tylko portfel. A portfel jak to na portfel przystało - użytkuje się niezwykle intensywnie. Koniec końców po pół roku nadawał się do kosza.
Mam nadzieję, że torebka wytrzyma dłużej bo podoba mi się niezmiernie, a jej praktyczna pojemność jest dla mnie wielkim plusem :)
No i stało się, magia yankee candle dopadła i mnie. Spacerując spokojnie po galerii handlowej kątem oka dojrzałam stoisko z owymi woskami. Oczywiście nie przepruściłam okazji wypróbowania tego, czym to się wszystkie bloggerki zachwycają. I wiecie co? Nie pożałowałam :) Aktualnie co tydzień sprawiam sobie w formie poprawiacza humoru dwa nowe woski, które systematycznie będę wam przedstawiać.

Na pierwszy ogień mój obecny ulubieniec - zielony wosk A Child's Wish. Wosk ten pochodzi z kwiatowej linii zapachowej,z serii Classic. Wyczuwalne aromaty to: delikatna i ciepła kwiatowa bryza, górska lilia oraz bursztyn. A jaki jest faktycznie?



Zapach jest po prostu fenomenalny. Uwielbiam słodkie zapachy, a ten zdecydowanie trafia w mój gust. Kojarzy mi się przede wszystkim z beztroskimi, letnimi, wakacyjnymi dniami. Oprócz kwiatowych aromatów wyczuwam w nim także nutę świeżych, zielonych jabłek. Obecnie zaopatrzyłam się już w drugi wosk o tym zapachu i myślę, że będzie on na stałe gościł w moim domu. Paląc go, po prostu wystarczy zamknąć oczy i przenieść się w beztroską przeszłość :)

Wosk dostępny jest tutaj :)

Osobiście nigdy nie odczuwałam większej potrzeby posiadania olejku jojoba w mojej kosmetyczce. Jakiś czas temu podczas akcji promocyjnej w jednej z gazet dopadłam bon rabatowy do sklepu Paese. Moim początkowym celem, był lakier matujący paznokcie. Niestety, traf chciał iż akurat tego produktu na którym najbardziej mi zależało - nie było. Postanowiłam więc spróbować czegoś nowego i zakupić któryś z dostępnych w sklepie olejków. Dlaczego olej jojoba? Czysty strzał.




Olejek jojoba marki Paese (jak pisze producent) jest w 100% naturalny - posiada certyfikat organizacji ECOCERT, potwierdzający jego czystość ekologiczną.

Olejek z jojoby odpowiedzialny jest za odżywienie, zmiękczenie, nawilżenie i natłuszczenie skóry. Przyspiesza regenerację komórek skóry i łągodzi stany zapalne. Nadaje się do pielęgnacji włosów oraz tłustej skóry głowy - skutecznie reguluje nadmierne wydzielanie sebum, nawilża. Nadaje włosom blasku, objętości i sprężystości, jednocześnie łatwo się zmywa.
Przeznaczony do pielęgnacji skóry suchej, jak również do cery przetłuszczającej się i mieszanej. Olejek może być stosowany na okolice oczu, szyję, dekolt, paznokcie, na całe ciało i włosy.

Cena - 28 zł za 15 ml.




Moja opinia?
Pierwsze co wypróbowałam, to oczywiście jego działanie na włosy. Niestety, bardzo ciężko jest nałożyć odpowiednią ilość olejku tak, aby ich całkowicie nie przetłuszczyć. Ekspertyment skończył się więc koniecznością ponownego umycia włosów.
Znakomicie nadaje się jednak do skóry twarzy, zwłaszcza w czasie zimy. Osobiście mam cerę półtłustą, ale w okresie zimowym często jest ona przesuszona. W momentach, gdy była w aż tak złej kondycji, że aż czułam niezbyt przyjemne ściąganie ten olejek poradził sobie znakomicie. Nałożenie kilku kropel na twarz, w połączeniu z kremem od razu łagodziło nieprzyjemne uczucie ściągnięcia.
Stosuję go codziennie na noc, w połączeniu z kremem. Rano cera zdecydowanie wydaje się bardziej świeża i promienna.




Jeżeli chodzi o samą aplikację jest bardzo wygodna dzięki pipetce. Niektórych zniechęcić może specyficzny zapach. Olejek co prawda nie pachnie świeżymi fiołkami, ale można się przyzwyczaić do zapachu.

Póki co kończę pierwsze opakowanie. Ale na pewno zdecyduję się na jeszcze jakiś olejek z serii Paese
Czujecie już zbliżającą się wiosnę? Już niedługo będziemy mogli wskoczyć w lżejsze ubrania, skórzane kurtki, sukienki, szpilki i pastelowe kolory. Już niedługo, jeszcze miesiąc, dwa i będzie ciepło <3


Jacket: Sheinside; Vest: Sheinside